• Bądź na bieżąco

    Panta rhei - wszystko płynie i się zmianie, ale nic tak szybko jak interpretacja podatkowa fiskusa i linia orzecznicza polskich sądów. Nie nadążasz? Zostaw to nam. Jesteśmy zawsze na bieżąco. Tu znajdziesz najciekawsze i aktualne przykłady zastosowania przepisów w praktyce gospodarczej.
  • 1
sobota, 06 sierpień 2016 15:53

Poznańskie Twin Towers – Moja propozycja do 1 nagrody w konkursie: Symbol 25-lecia „wolnego rynku” w Polsce

 Oto stoi przed nami najlepszy jaki można sobie wyobrazić, symbol i alegoria współczesnego Poznania, a szerzej całej polskiej gospodarki.

Nowojorskie bliźniacze wieże -Twin Towers - były symbolem wolnego rynku i kapitalizmu i jako takie zostały zniszczone przez nienawidzących wszystkiego co zachodnie terrorystów islamskich. Poznańskie Twin Towers (a rebours) symbolizują następny wykwit ludzkiej przemyślności rodzimego chowu – etatyzmu udającego kapitalizm.

 

Hotel Polonez wybudowany w 1974 roku przy obecnej Alei Niepodległości w latach osiemdziesiątych święcił swe największe triumfy, jeden z niewielu wówczas drapaczy chmur przyciągał wzrok mieszkańców oraz turystów. W latach swej świetności był m.in. miejscem przyjęcia weselnego Krystiana Zimmermana, IX krajowego zjazdu Solidarności, w nim zostały nagrane takie przeboje Budki Suflera jak „Jolka, Jolka pamiętasz” czy „Noc komety”.W „złotych czasach” zdobił go jeden z pierwszych w mieście neonów, który nocami rozświetlał miasto dając poznaniakom i turystom namiastkę europejskości.

Z czasem hotel zaczął popadać w ruinę. Eksploatowany bez niezbędnych remontów, czy kiedy był jeszcze na to czas, modernizacji znalazł się w stanie opłakanym i zamiast zdobić oblicze miasta zaczął je coraz bardziej szpecić.

Dlatego odczułem szczere zadowolenie, kiedy w roku 2012 w najbliższym sąsiedztwie zaczął wyrastać w imponującym tempie, nowoczesny i budowany z rozmachem luksusowy budynek wielopiętrowy. Byłem pewien, że jest tu wznoszona nowsza wersja tego zasłużonego dla miasta hotelu, tym bardziej, że w tym samym czasie hotel Polonez został zamknięty dla gości. Wiem, że w krajach rozwiniętych wznosi się nowe budynki w miejsce poprzednio istniejących, które się wcześniej spektakularnie wyburza. Przyjąłem do wiadomości, że Polska jeszcze nie jest tak daleko zaawansowana, żeby taką operację przeprowadzić, ale zbudowanie nowego hotelu w bezpośrednim sąsiedztwie poprzedniego było wydarzeniem budzącym mój szacunek.

Cieszy mnie, kiedy widzę, że kapitalizm w kraju udręczonym 4 dekadami bezsensownej gospodarki planowanej ma się dobrze i przynosi rezultaty, ludzie się bogacą, a przedsiębiorstwa się rozwijają. Zarabiają, ale nie przejadają tylko inwestują zarobione pieniądze. Przyjąłem to jako objaw zdrowienia i normalnienia polskiej gospodarki. Tak to powinno wyglądać. Hotelarze postanowi obok wysłużonego budynku wybudować nowy, a stary, jak przypuszczałem, ulegnie stopniowej rewitalizacji lub rozbiórce przy niezakłóconej pracy jego nowej części.

Gdy na nowym budynku stanowiącym dla mnie architektoniczną całość z istniejącym zespołem hotelowym pojawiła się czerwona tablica z orłem wieszczącym (złowieszczącym?) - z jakiegoś powodu godło narodowe w tym kontekście nie budzi u mnie pozytywnych emocji, inaczej niż na trykotach reprezentacji piłkarskiej - prawdziwe przeznaczenie budynku – wszystko stało się jasne.

Nie miał to być nowy hotel odpowiadający dzisiejszym standardom, tylko siedziba władzy publicznej, a konkretnie Urzędu Marszałkowskiego. Oczywiście z takim przeznaczeniem budynek ten powstawał, tylko ja wyobrażałem sobie i moje projekcje – idealnego świata - brałem za rzeczywistość. Nic więcej.

Od tego czasu minął rok. Urząd Marszałkowski stoi i robi imponujące wrażenie. Budynek biurowy klasy A, czarna marmurowa fasada, piękne przeszklenia, przestronne pomieszczenia i jak się mówi, choć to chyba złe języki, strefa chillout dla marszałka województwa. Klima, 11 pięter w tym dwa podziemne z parkingiem dla urzędników. Wszystko w odległości 10 minut spacerem od ścisłego centrum miasta. Wartość inwestycji - 175 mln. zł.

A hotel? Stoi i pewnie czas jakiś będzie stał, aż inspektorzy budowlani nie dojdą do wniosku, że jego istnienie zagraża życiu i bezpieczeństwu i nie zostanie rozebrany, aby być może zrobić miejsce dla rozrastającego się gmachu publicznego z najbliższego sąsiedztwa. Parking dwupoziomowy –niegdyś najnowocześniejszy w mieście - w ruinie, odgrodzony rdzewiejącą siatką, bez szans na naprawę, czy likwidację. Że hotel znajduje się w ostatnim kręgu dantejskiego czyśćca świadczy jego obecne przeznaczenie – służy jako dom studencki. Czy może być coś bardziej upokarzającego dla niegdyś najbardziej luksusowego hotelu w mieście?

I wtedy mnie olśniło. Czego się czepiam, przecież jestem świadkiem czegoś wyjątkowego, oto stoi przede mną najlepszy jaki można sobie wyobrazić, symbol i alegoria współczesnego Poznania, a szerzej całej polskiej gospodarki.

Nowojorskie bliźniacze wieże -Twin Towers - były symbolem wolnego rynku i kapitalizmu i jako takie zostały zniszczone przez nienawidzących wszystkiego co zachodnie terrorystów islamskich. Poznańskie Twin Towers (a rebours) symbolizują następny wykwit ludzkiej przemyślności – etatyzmu udającego kapitalizm.

Hotel w rękach prywatnych inwestorów – upadł. Z jakiegoś powodu nie był w stanie przetrwać we współczesnym Poznaniu i nie ma tu znaczenia, co za tym upadkiem stoi: złe zarządzanie, czy inne czynniki, takie jak np. urzędnicze szykany.

Co innego instytucja państwowa (formalnie - instytucja samorządowa, ale to tylko semantyczna zabawa dla językowych purystów). Gmach Urzędu Marszałkowskiego pyszniący się na tle hotelu Polonez kosztował 175 milionów, jaką część tej kwoty potrzebowaliby właściciele hotelu Polonez, aby go zrewitalizować? 10% wydaje mi się, że 5% by w zupełności wystarczyło. Gdyby taką sumą dysponowali i chcieli ją na ten cel przeznaczyć.

Żyjemy w kraju, w którym kapitaliści – przecież specjaliści od pomnażania kapitału - chodzą w podartych portkach i nie są w stanie przeprowadzić niezbędnych remontów lub choćby zahamować proces dekapitalizacji. Pozostają w tyle za swoimi pierwowzorami z Zachodu. Co innego urzędnicy, ci już należą do awangardy wśród sobie podobnych. Nic ich nie ogranicza, żaden rachunek ekonomiczny, czy coś tak śmiesznie staroświeckiego jak poczucie przyzwoitości. Jedynemu prawu, któremu muszą się jeszcze podporządkowywać to prawo grawitacji.

Czym zajmuje się hotel – wszyscy wiemy. Świadczy ważne usługi, niezbędne i pożyteczne szczególnie w dużym mieście europejskim będącym centrum targowym, biznesowym i naukowym. Może nie jest najważniejszą instytucją w mieście, ale na pewno bardzo ważną, bez której trudno wyobrazić sobie współczesny świat. Jest instytucją, która w cywilizowanym świecie potrafi na siebie zarobić i zapewnić dostatnie życie swym właścicielom.

A czym zajmuje się Urząd Marszałkowski? Pytam przeciętnego mieszkańca Poznania, nie takiego, który tam akurat pracuje lub specjalizuje się w prawie administracyjnym. Czym tak ważnym się zajmuje, że musi posiadać nowoczesny biurowiec w centrum miasta? Przekierowuje strumień pieniędzy płynący z przymusowych danin podatników polskich i europejskich oraz kieruje i koncesjonuje zadaniami z dziedziny edukacji, ochrony zdrowia, kultury, gospodarki wodnej, dróg publicznych i polityki prorodzinnej. Zakładając z dużą dozą dobrej woli, że są to zadania ważne i nie dublują kompetencji występujących już na innym szczeblu władzy samorządowej, jaką część produktu krajowego wytwarza? 0%? W jakim stopniu poprawia jakość naszego życie? W żadnym? Czy szczytne cele, dla których został powołany uzasadnia taką wystawność i taki przepych?

Dopóki w Poznaniu stoją takie bliźniacze (a rebours) wieże symbolizujące przepaść między kondycją polskiej gospodarki wolnorynkowej z jednej strony i biurokratycznej omnipotencji z drugiej, dopóty kraj nie będzie się rozwijał tak jak powinien. Ale aby do zmian doszło najpierw musimy zmienić się my, Polacy. Musimy zdać sobie sprawę z ogromnej nieprzyzwoitości wręcz obsceniczność podobnych kontrastów.

Reasumując i trzymając się dalej symboliki dwóch wież: dopóki nie zostaną przywrócone odpowiednie proporcje i hotele w Poznaniu nie będą wyglądały jak obecnie wyglądają urzędy państwowe, nie będzie można mówić, że kraj rozwija się we właściwym kierunku.

Nie wzbudziłoby z pewnością takiego oburzenia, gdyby urzędnicy postanowili wybudować dla siebie siedzibę, gdzieś w kompleksie kongresowo-biznesowym, gdzie budynek ten otoczony byłby podobnymi gmachami użytkowanymi przez zarządy zagranicznych koncernów, biur centrów usług wspólnych świadczących usługi dla swych zagranicznych spółek matek. Tu jednak przez wzgląd na bijący po oczach kontrast z budynkiem hotelowym rodzimego kapitału woła on o pomstę do nieba.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czytany 401 razy

Kontakt z nami

tel. 507-046-177
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Września 62-300,
ul. Świdnicka 36
Zadaj pytanie
Masz pytanie dotyczące naszych usług? Użyj formularza a odpowiemy jak najszybciej!
1000 znaków pozostało